Sandra Staniszewska Herbich: W dzisiejszych czasach albo masz wrodzony styl, pewność siebie i swój gust, albo kopiujesz innych

Sandra Staniszewska Herbich: W dzisiejszych czasach albo masz wrodzony styl, pewność siebie i swój gust, albo kopiujesz innych

W tym tygodniu porozmawiałam z Sandrą Staniszewską – aktorką kinową, telewizyjną i teatralną. Prywatnie nazywam ją polską Audrey Hepburn, a ostatnio również księżniczką Małgorzatą (wszystko za sprawą serialu The Crown). Uderzające podobieństwo, prawda? Miałyśmy okazję współpracować ze sobą, dlatego wiedziałam, że ten wywiad się uda. Nie tylko dlatego, że Sandra jest niesamowicie charyzmatyczna i wygadana, ale też ze względu na pasję, aktorskie doświadczenie oraz zainteresowanie modą. Nie pomyliłam się – z czystym sumieniem i pewną dozą ekscytacji zachęcam Was do poniższej lektury. Dowiecie się, z którą ze swoich bohaterek mogłaby się utożsamić pod względem stylu, jakie modowe grzechy popełniła, a także gdzie najchętniej robi zakupy!

Każda grana przez Ciebie postać jest inna i ma inny styl. Styl której z Twojej bohaterek najbardziej do Ciebie pasuje?

Gdybym miała utożsamić się ze stylem jakiejś bohaterki, to prawdopodobnie wybrałabym Izę Sajdak, którą grałam w M jak Miłość. Nosiła ubrania bardzo kobiece, klasyczne, stonowane, takie typowe office looki. Też często się tak ubieram. Jednak wypatruję jeszcze roli, w której mogłabym ubrać się tak stylowo jak Monika Bellucci jako Malena, czy Angelina Jolie w filmie Turysta. Przyznaję, że czasem lubię pobawić się modą, trochę zaszaleć, ale zwykle wybieram rzeczy z klasą, w stonowanych kolorach i o prostych krojach. Mój sprawdzony zestaw, to golf, długie spodnie, szpilki, fajna torebka i kilka dodatków.

Czyli lubisz brać czynny udział w tworzeniu wizerunku Twoich postaci?

Na szczęście my, aktorzy, możemy mieć duży wpływ na to, jak wygląda nasza postać. Stylista, który pracuje przy danym projekcie szybko wyczuwa, czy aktor chce brać czynny udział w kreowaniu wizerunku, czy jednak woli mieć te stylizacje odgórnie narzucone. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy.

Pamiętam, że Elżbieta Radke – kostiumograf, która tworzyła stylizacje dla bohaterów filmu Kamienie na szaniec poprosiła, żebym wybrała coś dla swojej postaci. Styl granej przeze mnie Hali Glińskiej miał być prosty, niezbyt atrakcyjny i skromny, ale też typowy dla czasów wojennych. Wzięłam to pod uwagę i wybrałam kilka stylizacji. Okazało się, że Ela widziała tę postać tak samo, jak ja. To zawsze miłe, kiedy można przybić sobie w pracy przysłowiową piątkę!

Poza tym, bardzo źle się czuję, gdy ktoś próbuje mi cokolwiek narzucić. Tak jest na przykład podczas sesji zdjęciowych. Oversize’owa bluza z męskiego działu? Logomania? Asymetria i nowoczesne tkaniny imitujące dresy, czy pianki? O nieeee! To nie dla mnie, nie potrafię odnaleźć się w takich ubraniach. Natomiast świetnie czuję się w rzeczach ponadczasowych, naturalnych tkaninach, dopasowanych, kobiecych krojach, między innymi w prostych, taliowanych sukienkach. Kiedy mam na sobie coś, co do mnie pasuje, to dużo łatwiej pracuje mi się z kamerą lub aparatem. Mogę swobodnie grać, a zarazem pozostaje sobą.

 

fot. Aleksandra Skóra

 

Kto jest Twoją ikoną stylu?

Przyznam, że nie mam swojej ikony. Jest jednak kilka aktorek, których styl cenię. Do tego grona należą między innymi subtelna Natalie Portman, seksowna Angelina Jolie, charakterystyczna Penélope Cruz, czy południowa Monica Belluci. One są zawsze dobrze ubrane. Natomiast nie obserwuję żadnych instagramowych blogerek, raczej ufam własnej intuicji. W dzisiejszych czasach albo masz wrodzony styl, pewność siebie i swój gust, albo kopiujesz innych, nie spędzam dnia na scrollowaniu stylizacji innych gwiazd i nie sugeruję się tym, że kolorem 2019 będzie koral.

Otwieram szafę i albo mam look od razu, albo z 3 razy przebiorę się, bo szukam… Ale zawsze znajdę, bo jeszcze ani razu nie udało mi się wyjść na ulice nago (śmiech). Poza tym, najczęściej wybieram ubrania bardzo intuicyjnie, w zależności od okazji, nastroju, pory roku i sięgam po klasykę, która zawsze jest modna. Nie pozbywam się swoich ubrań, nie lubię ich sprzedawać, a nawet oddawać. Zazdroszczę minimalistom miejsca w szafie, ja zdecydowanie nie umiem i nie lubię się ograniczać.

To znaczy, że jesteś przygotowana na każdą okazję?

Można tak powiedzieć, w mojej szafie rzeczywiście jest wszystko – rzeczy charakterystyczne dla każdej minionej epoki. Martwi mnie jednak to, że XXI nie ma swojego stylu (tak samo jest zresztą w muzyce), w naszej dekadzie nie pojawiło się w branży mody nic nowego. Nie ma teraz projektantów, który stworzyliby coś na miarę naszych czasów, co nosiliby wszyscy. Sama zobacz: masz na sobie żakiet w stylu vintage, w zasadzie same klasyczne ubrania. Ja założyłam dzisiaj trencz, a ludzie, których mijamy na ulicy też niczym specjalnym się nie wyróżniają… To przykre, ale prawdziwe – już od dawna nie pojawiło się w modzie nic nowego, co pokochałyby miliony. Za to ciągle na nowo możemy interpretować to, co ponadczasowe.

Wolisz robić zakupy w sieciówkach czy butikach luksusowych?

Robię zakupy zarówno w sieciówkach, butikach luksusowych, jak i w sklepach vintage. Wszystko ze sobą łączę i bawię się różnymi stylami. Muszę jednak przyznać, że uwielbiam też luksusowe dodatki. Wprawdzie nie jestem na tyle szalona, żeby wydać kilkadziesiąt tysięcy na torebkę, ale chętnie przyjmuję te nieco droższe prezenty od bliskich, dzięki czemu mam w szafie kilka cennych akcesoriów –biżuteria, buty, torebki, czy okulary.

Masz ulubionego projektanta?

Moim ulubionym domem mody jest Dior. Mam też sentyment do projektów od Chanel oraz propozycji marki Balmain.

 

fot. Aleksandra Skóra

 

Twój największy modowy grzech, to…?

Jak każdy śmiertelnik popełniam mnóstwo błędów jako Hala Glińska, zakładałam sandały na skarpety, choć w okresie powstania to największy krzyk mody, jako Majka z Ojca Mateusza włożyłam zdecydowanie za kuse szorty, w Lekarzach na start za odważny dekolt, jeszcze jako zakonnica i w lateksie, a jako Sandra …hm często z czymś przesadzę, wiem, że idą Święta Bożego Narodzenia, ale nie muszę wyglądać toczka w toczkę jak choinka, poczekaj Asiu, może jednak zdejmę ten łańcuch.

Wolisz buty czy torebki?

Chyba bliżej mi do teamu buty, bo mam ich na pewno więcej, niż torebek. Są to głównie szpilki, botki, półbuty i inne, ale zawsze na obcasie. Mam ogromną prośbę, jak pozbywacie się starych butów, zwiążcie je razem, nie ma nic smutniejszego à propos ludzkiej garderoby jak jeden porzucony but, który przecież był stworzony w parze, miał gdzieś kiedyś swoją drugą połowę… Nie fundujmy butom rozłąki, (a według mojego przekonania: more is more and less is a more) najlepiej to w ogóle się ich nie pozbywajmy, bo moda zawsze do nas wraca!

 

fot. Aleksandra Skóra


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *