Malwina Buss: “Ubiór sprawia, że czuję się lepiej, daje mi ogromną pewność siebie”

Malwina Buss: “Ubiór sprawia, że czuję się lepiej, daje mi ogromną pewność siebie”

Malwina Buss to jedna z najbardziej utalentowanych aktorek młodego pokolenia w Polsce. Osoba wyróżniająca się z tłumu, charyzmatyczna i wygadana. W Regina Bar spotkałyśmy się, żeby porozmawiać o modzie i stylu. Dowiedziałam się, czego Malwina ma w swojej szafie najwięcej, w jakie ubrania i dodatki najchętniej inwestuje, a także czego nigdy nie założyłaby na siebie.  Aktorka zdradziła również, gdzie najchętniej robi zakupy. Zapraszam na pierwszy wywiad z cyklu Buty czy torebki?.

ASIA: Patrząc na Twój kolor włosów myślę, że lubisz wyróżniać się z tłumu. Mam rację?

MALWINA: Pierwszy raz pofarbowałam włosy, gdy miałam 15 lat. Blond zmieniłam na czarny. Później regularnie farbowałam włosy. Przechodziłam przez kolor czerwony, różowy, a nawet zielony. Zainspirował mnie do tego film Zakochany bez pamięci, w którym Kate Winslet kilkukrotnie farbowała włosy. Może faktycznie chciałam w ten sposób zwrócić na siebie innych. Okazało się, że w dziwnych fryzurach czuję się sobą.

Rozumiem, czyli włosy muszą być charakterystyczne. A co w przypadku ubrań? Częściej stawiasz na kolor, czy raczej oddajesz się czerni?

Mam w szafie kilka kolorowych ubrań, ale najczęściej wybieram czerń. Zakładam to, na co mam ochotę. Na co dzień noszę czarne ciuchy. Jednak jeżeli coś jest nie tak, to poprawiam sobie nastrój kolorowymi rzeczami. Wszystko zależy od mojego humoru. To samo dotyczyło włosów – farbowałam je na różowo zawsze wtedy, gdy miałam zły nastrój.

fot. Aleksandra Skóra

 

Kilka poważnych ról za Tobą. Grałaś między innymi w Róży, Barwach szczęścia i Belfrze. Czy z którąś bohaterką mogłaś się utożsamić? Pytam w kontekście mody i stylu, sposobu ubierania się

Myślę, że z Jowitą, którą grałam w Belfrze. Styl Jowity był mroczny, ale dziewczyny z garderoby wybierały ubrania, które pasowały do mnie. Nosiłam też rzeczy po córkach naszych garderobianych. Ich buty, czy sweterki. Nie jestem tak mroczna jak Jowita, ale ona miała swój własny styl i to było właśnie wyjątkowe i fajne.

Czym dla aktora jest moda? Odgrywa ważną rolę w jego życiu zawodowym?

Nie chcę odpowiadać za wszystkich aktorów. Mogę się odnieść jedynie do siebie… Rzeczywiście, jeżeli ubiorę się tak, jak lubię, to czuję się dobrze, nie wstydzę się. Ubiór sprawia, że czuję się lepiej, daje mi ogromną pewność siebie.

Czyli przed premierami i innymi imprezami branżowymi ubierasz się sama? Nie korzystasz z pomocy stylistki?

Tak, ubieram się sama. Tylko raz skorzystałam z pomocy koleżanki, która ma własną firmę odzieżową i pozwoliła mi wybrać sukienkę ze swojej kolekcji. Zazwyczaj odwiedzam lumpeks, kupuję płaszcz za 20 złotych, dobieram do niego klasyczne – czarne rzeczy i idę w tym na galę, rozdanie nagród, czy inny event. Jednak ostatnio poznałam pewną dziewczynę. Stylizowała sesję zdjęciową, w której brałam udział. To pierwsza osoba, która ma tak dziwne ciuchy, że aż miałabym ochotę założyć je na jakieś oficjalne wyjście.

Może więc polecisz jakieś lumpeksy w Warszawie?

Moim ulubionym jest Szafa Gra na ulicy Puławskiej.

Lubisz chodzić na zakupy?

Nienawidzę chodzić do galerii…

To jest okropnie przytłaczające, prawda?

To jest tragiczne. Mój mężczyzna uwielbia mnie za to, że nie jestem kobietą, która każe mu łazić po sklepach. Zawszę mówię idźmy już stąd! Najchętniej kupuję w lumpeksach. Tam nie ma tłumów. Można spokojnie poprzeglądać wszystkie rzeczy i wybrać coś dla siebie.

 

fot. Aleksandra Skóra

Czego jest w Twojej szafie najwięcej?

Zdecydowanie płaszczy. Na nie jestem w stanie wydać więcej pieniędzy. No i jeszcze na buty.

To dla Ciebie pewnego rodzaju inwestycja?

Dokładnie tak. Kiedyś udało mi się kupić płaszcz Isabel Marant w promocyjnej cenie. Oryginalnie kosztował 1200 złotych, a ja wydałam na niego zaledwie 400. Noszę go od ośmiu lat, a wciąż wygląda jak nowy. Jakby był z nowej kolekcji. Uważam, że 400 złotych, to nie jest dużo za płaszcz, który mam tak długo. To dotyczy też butów. Poza tym, nie lubię chodzić w używanych butach. To tak, jakby chodzić w cudzej bieliźnie.

Jest coś, czego nigdy byś na siebie nie założyła? W moim przypadku są to Crocsy…

Myślę, że też nie założyłabym Crocsów. Na pewno nie założyłabym obcasów – no chyba, że do roli. Wszelkiego rodzaju garnitury i kombinezony również odpadają. W takich rzeczach czuję się źle. Moja koleżanka powiedziała kiedyś, że wyglądam jak ekskluzywny lump i miała rację. Nie jestem glamour. Ja i suknia balowa? Nie bardzo…

Rozumiem. Wychodzę z założenia, że najważniejsze jest to, żeby czuć się dobrze w tym, co na siebie założymy. Wtedy też znacznie lepiej wyglądamy.

Też tak uważam. Zawsze mówię to swojej mamie i w końcu (po wielu latach) zaczyna to rozumieć.

Kobiety dzielą się na te, które wolą buty oraz te, które stawiają na torebki. Do którego teamu Ty należysz? Wybierasz buty, czy torebki?

Buty. Zdecydowanie. Ja mam tylko dwie torebki. Częściej noszę plecaki, ale wybieram te tanie, które służą mi zaledwie przez kilka miesięcy, ewentualnie rok.

Czyli zakupu torebek i plecaków nie traktujesz jako inwestycji?

Absolutnie nie. Mają po prostu ładnie wyglądać i pomieścić wszystko, czego akurat potrzebuję. To nie jest tak, jak z butami. Te czerwone, które mam teraz na sobie kupiłam trzy lata temu. Okazało się, że są jeszcze takie złote i srebrne. Wzięłam wszystkie na raz, ale od trzech lat nie kupiłam nowych butów. Myślę, że to była dobra – modowa inwestycja.

 

fot. Aleksandra Skóra


2 thoughts on “Malwina Buss: “Ubiór sprawia, że czuję się lepiej, daje mi ogromną pewność siebie””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *